Skip to content Skip to footer

Animals are friends. Not food.

Od setek tysięcy lat zwierzęta żyją obok człowieka. I tak samo jak człowiek mają swoje prawa. Jednak w tej układance to człowiek dominuje. I tak było od zawsze. Stał się panem życia i śmierci. Uprzedmiotawia zwierzęta wedle swoich potrzeb. A one z czasem przestały być istotami, które żyją obok człowieka. A stały się istotami, które żyją dla człowieka. Relacje człowieka ze zwierzętami są więc przedmiotem sporu od wielu lat. Bo ktoś twierdzi, że taki jest po prostu świat, a inny, staje w ich obronie. Bezsporne jest jednak to, że odkąd sięgnąć pamięcią, zwierzęta hoduje się na pokarm dla ludzi. Że traktuje się je, jako interes, zysk, czy źródło utrzymania. I wielu nie widzi w tym nic dziwnego, a już na pewno złego. Takie prawa natury, takie ich przeznaczenie, taki ich los – usłyszymy. Bo nikt nie przyzna się, że zwierzę wyhodowane na pokarm dla człowieka, też miało kiedyś duszę, z własnymi potrzebami i pragnieniami. Nikt nie zastanawia się, co czuje. I nikt nie zastanawia się, czy to jest absolutnie konieczne. Bo i po co? Lepiej przyjąć życie takim, jakie jest.

Zwierzęta hodowlane to zwierzęta, które chowane w odpowiednich warunkach, są przede wszystkim jako źródłem pokarmu. Są to przede wszystkim świnie, bydło, owce, kozy, konie, czy króliki. Oraz drób; kury, kaczki, gęsi, czy indyki. Człowiek opanował sztukę hodowli, a w konsekwencji powstała nowa forma życia, zwierzęta hodowlane. Hodowla przemysłowa swoje początki ma już w XIX wieku. Odkrycie środków antybakteryjnych, szczepionek, hormonów, czy suplementów pozwoliło na utrzymywanie dużej liczby zwierząt w jednym miejscu. Jednocześnie stale je zagęszczając. Głównymi produktami, które pochodzą z takiej hodowli są mięso, mleko i jaja. Przeznaczone dla ludzi. I tym sposobem zwierzęta stały się dla ludzi produktem. Produktem, który może nabyć w sklepie, wraz z innymi.

Zwierzęta przebywające w masowej hodowli przechodzą przez piekło. I nie jest to wyolbrzymione stwierdzenie. Zaniedbanie i schorowane, poddawane suplementacji, by szybciej „mogły iść do ubojni”. Zwierzęta, traktowane z okrucieństwem i bezdusznością, doznają tam wiele cierpienia i bólu. Bite, poniżane, z przeznaczeniem na rzeź. Dobrostan zwierząt nie ma tam znaczenia. Bo przecież najważniejsze jest, by ich mięso trafiło na talerz. Hodowla przemysłowa skupia dużą liczbę zwierząt na małej przestrzeni. Niewygoda i warunki w jakich przebywają, często prowadzą do wielu obrażeń. Zwierzęta nie mogą zachowywać się tam zgodnie z naturalnym instynktem. Zwyczajnie nie ma miejsca. Żyją w zamknięciu. Brak światła słonecznego i świeżego powietrza stresująco wpływa na ich organizm. Stres wynika również, ze zbyt dużej koncentracji zwierząt w tak małej przestrzeni. A co za tym idzie, szybciej rozprzestrzeniają się infekcje i choroby. Zwierzęta, by przetrwać walczą o pożywienie, o kawałek miejsca i schronienia. Aby zapobiec stratom, zwierzętom obcina się dzioby i pazury, a młode natychmiast oddziela od matek. Tam zapomina się o prawach zwierząt. Widzi się tylko cel, jakim jest sprzedaż mięsa. I człowiek na to przyzwala.

Polacy mają świadomość problemów związanych z hodowlą przemysłową zwierząt, ale nie zdają sobie sprawy z tego, o jakiej skali mowa. Na świecie rocznie zabija się niewyobrażalną ich liczbę, bo ponad 70 miliardów. Z czego znaczna większość przeznaczona jest na mięso i skóry. Organizacje prozwierzęce szacują natomiast, że tylko w Polsce rocznie zabija się około 860 milionów zwierząt w celach konsumpcyjnych. W dzisiejszym świecie, nikt w pojedynkę nie zawalczy z wielką machiną, jaką jest każda nawet najmniejsza hodowla. Ale już wspólnie można wiele zdziałać. Żeby ulżyć zwierzętom w cierpieniu. Bo jak wynika z badań przeprowadzonych przez „The Humane Society of the United States”, amerykańską organizację walczącą o prawa zwierząt, od 2007 r. każdego roku zabijanych jest o pięćset milionów zwierząt mniej, tylko dlatego że ludzie zaczęli jeść mniej mięsa i że wzrosła świadomość konsumpcji produktów pochodzenia zwierzęcego.

Hodowle przemysłowe skazują zwierzęta, żywe istoty!, na cierpienie i niewyobrażalny ból. Skazane na śmierć, oddają życie, by w konsekwencji trafić na półki sklepowe, a później talerze. Zazwyczaj prawda o sytuacji zwierząt w takich fermach jest ukrywana przed światem.

Obecnie w hodowlach na całym świecie żyje około 1 miliarda świń. Karmione, dopóki nie osiągną masy ubojowej. Najczęściej trwa do 6 miesięcy. Traktowane jak przedmiot, od chwili narodzin, poprzez dość krótkie życie aż do śmierci w katuszach. Warunki w jakich żyją wpływają na ich stan zdrowia. Narażone na otarcia, uszkodzenia kończyn, a co za tym idzie ból. Chorują na zapalenie płuc, zmuszane są do stania we własnych odchodach. Okalecza się prosięta, kastruje, skraca ogon i piłuje zęby. Ostatecznie, skazane na rzeź świnie rażone są prądem lub szlachtowane.

Krowy przebywające w masowych hodowlach całe swoje życie przebywają w zamknięciu. Aby powstało mleko poddaje się je sztucznemu zapłodnieniu. Cielęta odbiera się krowim matkom tuż po przyjściu na świat. Jałówki trafiają do dalszej hodowli, a młode byczki hoduje się na mięso.

Obecnie chowem koni z przeznaczeniem na rzeź zajmuje się nawet 20 tysięcy gospodarstw w Polsce. Bo te , które nie nadają się już do aktywności sportowych, są tam sprzedawane. A zyski łatwo obliczyć. Konina jest droższa od wieprzowiny, a importerzy chętnie ją skupują. Konie, transportowane w przerażających warunkach, wysyła się za granicę. Hodowcy nie mają skrupułów. Konie zaznają wiele cierpienia, zanim trafią pod nóż, a w konsekwencji na talerze południowych Europejczyków.

Kury w hodowli masowej żyją w cierpieniu, tylko po to, by maksymalizować zyski. A Polska jest jednym z czołowych producentów mięsa drobiowego i jaj w Unii Europejskiej. Jak podaje Główny Urząd Statystyczny w 2018 roku w Polsce zabito ponad 1 mld 165 milionów kurczaków i kur. Za tym prężnym „biznesem” kryje się niestety wielkie cierpienie. Jak mówiła Barbara Piętoń, aktywistka Otwartych Klatek : „Jest to jedna z najbardziej nieetycznych gałęzi przemysłu mięsnego. Życie kurczaka trwa tylko 6 tygodni, natomiast w naturalnych warunkach mogłyby dożyć 6-8 lat. Na skutek wieloletniej selekcji, współcześnie żyjące brojlery w ciągu 42 dni osiągają masę prawie dwukrotnie wyższą niż 50 lat temu. Ze względu na tempo wzrostu cierpią na liczne choroby, mają problemy z sercem, często nie są w stanie utrzymać się na nogach z powodu zbyt szybkiego wzrostu wagi”.

Masowa hodowla zwierząt na jedzenie niesie ze sobą wiele konsekwencji. Wraz z cierpieniem zwierząt, skutki odczuwa również środowisko. Bo taka hodowla źle wpływa na system naturalny. Wycina się lasy, marnuje tony wody. Odchody, które wytwarzają zwierzęta zawierają gaz cieplarniany, który źle wpływa na środowisko. Bywa, żetrafiają one do rzek, a w konsekwencji dostają się też do wód gruntowych. A to, w konsekwencji wpływa na zmiany klimatu.

Człowiek tego dokonał i tylko człowiek może to zmienić. A jak pisała Olga Tokarczuk „Człowiek ma wobec Zwierząt wielki obowiązek – pomóc im przeżyć życie, a tym oswojonym – odwzajemnić ich miłość i czułość, bo one nam dają więcej, niż od nas dostają. I trzeba, żeby one przeżyły swoje życie godnie. Kiedy się je zabija, a one umierają w Lęku i Grozie, wtedy skazuje się je na piekło i cały świat zamienia się w piekło. Czy ludzie tego nie widzą? Czy ich rozum jest w stanie wyjść poza małe, samolubne przyjemności?”.

Leave a comment